
Na zajęcia do The Salsa Kings przychodzą ludzie w różnym wieku i z różnym stażem. Jednak każdy z nich wszedł do nas kiedyś po raz pierwszy. Zapytaliśmy kilku kursantów o ich pierwsze wejście do studia. Niektórzy z rozrzewnieniem, inni z uśmiechem wspominali swój pierwszy raz na parkiecie...
Oto ich wypowiedzi:
PATRYCJA (19) Moje pierwsze wrażenie po wejściu do The Salsa Kings było bardzo pozytywne. Ładna aranżacja wnętrza - było to zauważalne zwłaszcza gdy szło się na
zajęcia popołudniowe, ponieważ oświetlenie w recepcji wprowadza niepowtarzalny klimat.
Na początku bawił mnie widok wymieszanych między sobą ludzi w dresach, chustach do tańca brzucha, czy eleganckich strojach, ale każdego pasjonuje inny rodzaj tańca i teraz wydaje mi się to całkiem normalne. Poza tym dostrzegłam, że każdy może rozwijać się w wybranym przez siebie kierunku, a dzięki niezwykle sympatycznym Paniom z recepcji można się w studiu czuć zupełnie swobodnie.
MIRELA(16) Pamiętam to jak dziś, chociaż wydarzyło się jakiś rok temu! Były dni otwarte studia. Dowiedziałam się o tym od mojej koleżanki, więc nie zastanawiając się długo postanowiłyśmy pójść zobaczyć... Kiedy weszłyśmy do studia muzyka nadawała latynoski klimat, a sufit był rozświetlony wszystkimi kolorami tęczy. Pomimo późnej pory był straszny tłok! Trafiłyśmy na zajęcia Latin Funk z Panią Anielą "szybkimi stópkami". Na parkiecie nie było dużo miejsca, co wyraźnie odczuwali wszyscy wokół mnie!
Choreografia była bardzo seksowna, i niestety znajdował się w niej jeden szczegół - wykop nogą, przy którym zawsze dawałam innym znać że tańczę obok nich...! Ogólnie nikt nie miał mi tego za złe, wszyscy byli bardzo miło nastawieni i podeszli do tego z pełnym zrozumieniem... Muszę też stwierdzić, że dużo się nauczyłam podczas tej jednej lekcji. To było niezapomniane przeżycie!
JAREK (18) Na początku było strasznie. Przyszedłem na street dance, bo kolega mnie namówił. Na pierwszych zajęciach się załamałem, bo nic mi nie wychodziło. Denerwowało mnie, że wszyscy są lepsi ode mnie a ja wyglądam śmiesznie w tych lusterkach. Miałem więcej nie przychodzić, ale kupiłem karnet i tylko dlatego, że szkoda mi było nie wykorzystać tej kasy przyszedłem znowu. To było jakieś dwa lata temu i od tamtego czasu tańczę regularnie a w tym roku chyba pojadę na obóz z The Salsa Kings.
JOANNA (26) To było pewnego jesiennego wieczoru. Postanowiłam zrobić coś dla siebie, a że uwielbiam tańczyć – wybrałam się do najbliższej szkoły tańca. Było to The Salsa Kings w Gdyni.
Dojście do drzwi studia było długie i zawiłe, ale świetnie oznaczone, więc trafiłam. Natychmiast po otwarciu drzwi zobaczyłam dwie uśmiechnięte twarzyczki Pań w recepcji, wystające zza wysokiego kontuaru. Zajęły się mną jak dzieckiem, wytłumaczyły wszystko i tak trafiłam na zajęcia salsy do Pani Magda, która okazała się osobą niesamowitą!!! Jest profesjonalizm w połączeniu ze spokojem i nieograniczoną cierpliwością jest gwarancją sukcesu. I chociaż na pierwszych zajęciach miałam drewniane nogi to postanowiłam nie poddawać się i tak trwa to już kila lat...
MAŁGOSIA (35) Gdy pierwszy raz weszłam do DA w Gdyni był środek lata. Studio było puste, w recepcji siedziała tylko jedna pani. Wszystko było bardzo ładne: i pani w recepcji :) i zdjęcia roztańczonych grup które wiszą w korytarzu i sala do tańca, która miła pani mi pokazała. Nie skorzystałam wtedy z lekcji w DA z powodu braku czasu, ale nie zapomniałam tego ładnego miejsca i po prawie roku do niego wróciłam. W Gdańsku do dziś zawsze największe wrażenie robią na mnie rybki :). Niesamowite jest to akwarium, prawie jak z filmu Romeo i Julia.
Moje pierwsze zajęcia w DA to były izolacje z Przemkiem. Pamiętam, że czułam się bardzo zagubiona, ponieważ dołączyłam do grupy w trakcie roku i nie potrafiłam ruszać się tak jak inni. Pamiętam też, że bardzo śmieszyło mnie to, że moje ciało wcale mnie nie słucha i nie robi tego co bym chciała. Postanowiłam wytrwać głównie ze względu na urok osobisty i poczucie humoru instruktora. Warto było.
Teraz nie mogę się doczekać tańców, a z każdą lekcja wszystko staje się łatwiejsze.
(RS)
Roki napisał o 22:14 w dniu 2009-09-06
... a moje pierwsze wejscie, jest dokladnie takie samo jak kazde kolejne:P Drzwi uchylone, slychac juz muzyke, serce zaczyna bic juz na trzecim stopniu schodkow (chyba ze tam sa dwa- Napoleonka), wpadam... a tu juz sie usmiecha do mnie Gosia lub Marta, albo obie razem, no to juz mam "przechlapane" z dwiema dziewczynami sobie nie poradze:) Serce na dloni, pomoc od pierwszej sekundy spotkania, nic nie musze mowic. One wszystko wiedza, pokieruja, doradza a jak trzeba ochrzania, oczywiscie ze jestem nieuczesany:D SZACUN Dziewczyny. ....a dalej jak po masle Instruktorzy tez nie zaluja nikomu usmiechu, nawet jak trzeba cos setny raz poprawic... i znowu czekam na nastepne spotkanie z ta wspaniala Ekipa:)