Pierwszy Kontakt z The Salsa Kings

01lipiec
2009
The Salsa Kings Kategoria: O The Salsa Kings zobacz inne wpisy autora

The Salsa Kings - to dwie siedziby, w każdej z nich kilka sal, wielu instruktorów, mnóstwo kursów i całe rzesze kursantów. Ktoś nad tym wszystkim musi panować! To niełatwe zadanie przypada w udziale pracownikom recepcji, którzy opowiedzą o specyfice pracy w The Salsa Kings i... poplotkują o szefach i współpracownikach...

O swojej pracy opowiadają:
Magda –  drobna, czarnowłosa istotka, a przy tym prawdziwa czarodziejka… Magda używa tzw. magii słów. Potrafi zawsze wszystko każdemu wytłumaczyć – dokładnie i tak, żeby zrozumiał. Zna wszystkich, których trzeba znać. Zajmuje się ważnymi sprawami, związanymi z administracją studia, ale kiedy trzeba przykręcić śrubkę, naprawić grzejnik czy udrożnić rurę – doskonale wie, do kogo z tym uderzyć. Magda po prostu wie wszystko!

Gosia
– zawsze uśmiechnięta blondynka, która zaskoczyła mnie sprawnością, z jaką radzi sobie z tłumami kursantów w recepcji. Jej podzielność uwagi jest imponująca. Wychylając się spod stosu karnetów udziela fachowych i wyczerpujących odpowiedzi na wszystkie pytania kursantów.

Ania
- jest osobą trochę zwariowaną, szaloną a przede wszystkich roztrzepaną. Na pokazach (Ania, oprócz pracy w recepcji, tańczy) często zdarza jej się zgubić jakiś dodatek do stroju albo zapomnieć o nim i wtedy jest śmiesznie albo strasznie. W recepcji Ania jest mniej roztrzepana i z reguły niczego nie gubi i o niczym nie zapomina.

Marta
– spokojna, wyciszona brunetka, która ze stoickim spokojem odpowiada na wszystkie, nawet najdziwniejsze pytania klientów. Jako współpracownik najlepsza na świecie i niezastąpiona. Ma słabość do oryginalnej biżuterii – zawsze ma coś, co przykuwa nasze wzrok.

Gosia K.
– kiedy na nią patrzę, mam wrażenie, że cały czas przetwarza różne dane. Zawsze o czymś myśli, bez przerwy wpada na nowe pomysły usprawniające prace studia. W kontaktach z klientami miła, ale stanowcza. Świetnie organizuje pracę. Jej pomysłowość w zakresie promocji i reklamy jest zaskakująca. Równie zaskakująca jest jej intuicja techniczna: nie ma wody – Gosia schodzi do piwnicy, odkręca jakiś kurek i już jest woda. Zabrakło prądu – Gosia zagląda gzie trzeba i już wszystko gra. Nie wiem jak ona to robi???


Podjęłyście pracę w specyficznym miejscu. Warunki pracy są tu inne niż w przeciętnej firmie. Produkt, który sprzedajecie też jest dość niezwykły. Jak znalazłyście się w recepcji The Salsa Kings? Czy od początku wiedziałyście, że to jest to miejsc – tu chcecie pracować?

Magda:
Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy po raz pierwszy znalazłam się w studio. Przyszłam na rozmowę i zastałam całą formację pierwszą, czyli wszystkich instruktorów, którzy mieli właśnie trening. Ta atmosfera i energia, którą czułam dookoła wciągnęła mnie natychmiast. I pomyślałam: muszę tu pracować!

Gosia:
Szczerze musze powiedzieć, że praca sama mnie znalazła. W 2007 roku, po maturze, szukałam pracy. Pewnego dnia zadzwonił do mnie ktoś z pytaniem: czy nie chciałabym spróbować pracować w The Salsa Kings? (wtedy tak się nazywała szkoła tańca). Od tego momentu zaczęłam pracę i chociaż na początku nie było łatwo - teraz wszystko mam w małym paluszku.

Ania:
Ja w recepcji znalazłam się dość niedawno, bo pracuję dopiero trzeci miesiąc. Jestem związana ze studiem praktycznie od początku jego istnienia, kiedy trenowaliśmy jeszcze w YMCE. I choć minęło już trochę czasu, to nadal tańczę - pomimo że nie mam już -nastu lat, a od trzech miesięcy mam kontakt z tańcem nie tylko na sali ale i  w recepcji, gdzie mogę proponować zajęcia ludziom, którzy też chcą się zarazić pasją tańca.

Marta:
Jeśli chodzi o mnie – zaczęło się zupełnie zwyczajnie: CV, rozmowa kwalifikacyjna, szkolenie i jestem. Charakter tej pracy jest bardzo  podobny do pracy, którą  wcześniej wykonywałam. To z pewnością ułatwiło mi początki w The Salsa Kings.
Gosia K: Ja znalazłam się tu przypadkiem. Na stanowisku, które obecnie zajmujesz pracowała nasza wspólna znajoma Karolina Adamczyk, to ona mnie poleciła. Przyszłam na rozmowę i tak zleciał rok.

Każda z Was ma inny staż w firmie, a więc inne doświadczenia. Pracujecie intensywnie, koordynujecie pracę wielu ludzi i na Was spoczywa odpowiedzialność za bezawaryjne działanie tej fabryki tańca. Czy zdarza się, że macie dosyć, że brak Wam sił?
Magda:
To jest tak: im więcej pracy i zamieszania tym dzień mija szybciej i nie zdążamy się zmęczyć. A tak poważnie: czasami jesteśmy wykończone, przemielone i zakręcone, ale tak pozytywnie. Wszystko jest na zasadzie fal - są tłumy i nagle wszyscy rozchodzą się po salach, a nam wystają tylko nosy ze stosów karnetów. I na to wchodzi szef  Przemek i mówi: ale wy tu macie luzik. (śmiech)

Gosia:
Oj tak.. Zdarza się czasami, że padamy w pokoju instruktorów z braku energii. Dobrze, że panie z Red Bulla zaczęły nas częściej odwiedzać w studiu…(śmiech)
Ania: Jak już wspomniałam, mam bardzo krótki staż i na pewno cały czas się uczę, więc pewnie zdarzają mi się jakieś gafy, za co serdecznie wszystkich przepraszam.

Marta:
Codziennie dzieje się tu bardzo dużo, jest wiele spraw które wymagają natychmiastowej realizacji , wynikają sytuacje, które nas samych zaskakują no i oczywiście sama odpowiedzialność. Myślę, że zdarza się to w każdej pracy.

Gosia K:
Jak w każdej pracy są lepsze i gorsze momenty.

Oferta studia jest bogata i zwykle jednocześnie odbywa się wiele kursów. Sama byłam świadkiem, jak na zajęcia przyszły trzy grupy kursantów, każdy o coś pytał, każdy miał coś pilnego do załatwienia w recepcji i oczywiście każdy się spieszył. Czy w takich momentach nie macie ochoty uciekać?
Magda:
Wtedy działa magia słów. Trzeba mówić tak, żeby oczarować, zachęcić i żeby każdy czuł się najważniejszy..

Gosia:
Lubię poznawać nowych i ciekawych ludzi. W naszym studiu przewija się każdego dnia ponad 200 osób i każda z nich jest inna od drugiej. W pewnych chwilach mam ochotę wyjść, ochłonąć, policzyć do dziesięciu i wrócić.

Ania:
Nie, dlaczego? Zawsze pracowałam z ludźmi i lubię taką pracę. Wiadomo - czasami są nerwowe sytuacje, ale to tak jak w każdej pracy z ludźmi.

Marta:
Lubię jak coś się dzieje, to mnie mobilizuje. Choć nie ukrywam, że czasami po powrocie do domu  nie wiem jak się nazywam. (hahaha)

Gosia K:
Pracowałam już w tak różnych miejscach, że chyba nic nie jest w stanie mnie przerazić. Pewnie nie zyskam popularności wśród dziewczyn z recepcji, ale ja lubię, jak się dużo dzieje. Wtedy czas znacznie szybciej leci.

Twoja najzabawniejsza lub najgroźniejsza sytuacja w recepcji – coś, o czym długo nie zapomnisz lub z czego często się śmiejecie:
Magda:
Zabawnych sytuacji jest mnóstwo każdego dnia. Ale była też groźna. Prowadziliśmy zapisy na imprezę sylwestrową, która w sumie się nie odbyła i trzeba było poinformować zapisane osoby o tej decyzji. Ja, zapisując jedną z par nie zanotowałam ich telefonu. Miałam tylko imiona i nazwiska. Tego, co wtedy przeżyłam nigdy nie zapomnę. Ale ponieważ jestem super świetna i się tak łatwo nie poddaję, dotarłam do nich przez ojca tej dziewczyny i wszystko skończyło się dobrze.

Gosia:
Codziennie zdarzają się jakieś zabawne sytuacje, z których wszyscy w koło się śmiejemy. Mamy np. w Gdyni klienta, który od dwóch lat nie zmienia obuwia i od dwóch lat przekonuje nas, że to obuwie zmienia. Jego determinacja, z jaką udaje zdyscyplinowanego kursanta bawi nas do łez. Tak tak drodzy kursanci – bo my widzimy wszystko!!!

Ania:
Moją najzabawniejszą sytuacją było zdarzenie, kiedy zadzwonił do mnie pewien pan i chciał zapisać się na zajęcia, ale do końca nie był zdecydowany na jakie. Ja oczywiście od razu zaczęłam opisywać mu wszystkie zajęcia i zaproponowałam mu salsę solo, ponieważ chciał chodzić bez partnerki, aby później zaimponować swojej narzeczonej. Po chwili zorientowałam się, że zapisałam go na  zajęcia dla kobiet…
Poza tym zawsze będę pamiętać nasz pokaz w Hotelu Faltom. Tańczyłyśmy jeden z naszych najspokojniejszych pokazów – hawajski, kiedy nagle poczułam jak jedno z moich sylikonowych ramiączek od stanika się odpięło, za moment strzeliło również drugie, no i się zaczęło...  Panika, podtrzymywanie biustu oraz nagłe ożywienie wśród publiczności. Dziewczyny były strasznie zdziwione kiedy zauważyły poruszenie wśród widzów i ożywione reakcje na tak spokojny pokaz. W pewnym momencie, przy obrotach zauważyły o co tu chodzi i do końca pokazu strasznie się śmiałyśmy. Na koniec wybiegłam trzymając mocno biust  i słysząc słowa „trzeba było puścić”! Od tamtej pory zawsze pamiętam o dodatkowych ramiączkach do stanika.

Marta:
Ostatnio wpadł do studia jeden z instruktorów (oczywiście na chwilę przed swoimi zajęciami) z oświadczeniem, że zgubił buty! Nigdy nie zapomnę jego zakłopotanej miny. Twierdził, że miał buty do tańca, ale nie ma pojęcia gdzie je zostawił! W efekcie – tańczył z bosymi stópkami, a buty nie znalazły się do dzisiaj…

Gosia K:
Groźnie bywa, gdy musimy odwołać jakieś zajęcia. Ludzie nie lubią kiedy pozbawia się ich przyjemności. Sama bywam groźna w takich sytuacjach…(ha ha ha). Jednak zwykle udaje nam się opanować nieprzyjemne sytuacje – no cóż: najwyraźniej taniec również łagodzi obyczaje…

Twój ulubiony taniec to:
Magda:
Wszystkie są moje ulubione. Tak naprawdę to wszystko zależy od muzyki, bo to ona powoduje, że kursanci nie mogą ustać w miejscu. Muzyka porywa ich w ruch a instruktorzy uczą kroków i układów i wtedy nie można oderwać od nich wzroku..

Gosia:
Wszystkiego po trochę! Kiedyś sama trenowałam różne rodzaje tańca - począwszy od tańca towarzyskiego aż do street dance. Teraz obserwuje sobie z boku.

Ania:
Oczywiście salsa, bo od tego wszystko się zaczęło…

Marta:
Salsa

Gosia K:
Nie ma go w ofercie studia - to raczej wolna amerykanka (ha ha ha).

W The Salsa Kings zajęcia prowadzi wielu instruktorów. Każdy z nich jest swego rodzaju indywidualnością. Czy bywają trudni i niedostępni, komplikując Wam nieco Waszą pracę, czy może z reguły współpraca z nimi układa się bez zarzutów?
Magda:
Dobrze powiedziane:  każdy z nich jest indywidualnością. Dla każdego z nich taniec jest bardzo ważny, oni żyją tańcem. Bardzo ich lubię, uwielbiam z nimi rozmawiać i pracować.

Gosia:
Zwykle współpraca między recepcją a instruktorami układa się dobrze i chyba zawsze udaje się nam dogadać.

Ania:
Nie pamiętam sytuacji konfliktowych z instruktorami. Znamy się już dość długo, tańczymy razem, pracujemy i zawsze możemy na sobie polegać.
Marta: Instruktorzy w naszym studiu to bardzo interesujące osobowości. Pełni zaangażowania, chęci i pasji w tym co robią. Współpraca z nimi jest ciekawym doświadczeniem. Bardzo podziwiam ich pracę. Po kilku godzinach zajęć na parkiecie wychodzą z uśmiechem. Niesamowite!
Gosia K: Wiadomo, że im więcej ludzi tym więcej charakterów, czasem ktoś czegoś nie przekaże, nie powiadomi w porę, ale to drobiazgi. Poważne tarcia raczej się nie zdarzają.

A teraz szczerze o kursantach. Przychodzą zwykle z wielkim zapałem i oczekiwaniami. I co dalej? Często utrudniają Wam życie?
Magda:
Nie utrudniają nam życia! My jesteśmy dla nich! Każdy z nich przychodzi po to, by tańczyć. Część zna już  podstawy. Chcą nauczyć się więcej i doskonale zdają sobie sprawę, że właśnie w naszym studio mogą się rozwinąć.  Część zaczyna od zera, ale z przekonaniem , że trafili w dobre ręce. Dla nas największą satysfakcją jest obserwowanie efektów pracy naszych kursantów – kiedy wychodzą z zajęć zmęczeni ale zadowoleni.

Gosia:
Przychodzą do nas różne osoby - dzieci, młodzież i dorośli. Każdy znajduje sobie u nas coś dla siebie. Najgorsze są fale pomiędzy kursami, kiedy jedne zajęcia  się kończą a następne zaczynają. Wspólnie z Magdą i Anią ogarniamy całe to codzienne zamieszanie.

Ania:
Oczywiście, że nie! Czasami zdarza się jakiś bardziej wymagający klient, a wtedy staramy się udzielić mu wyczerpujących informacji o tańcu.
Marta: To fakt, że żadna praca, która wymaga kontaktu z klientem, nie jest łatwa. Każdy klient to zupełnie inna osobowość. Wymaga odrębnego podejścia. Nie można jednak powiedzieć, że nam utrudniają życie. To my jesteśmy po to aby im pomóc, doradzić. To bardzo ciekawe osoby. Kursanci, którzy tu przychodzą,  to osoby dla których taniec jest żywiołem, sposobem na życie albo tacy w których trzeba tą iskierkę rozbudzić.

Gosia K:
Ci którzy mają prawdziwy zapał są tak skupieni na rozwoju i tańcu, że nie mają czasu utrudniać. Tym mniej zapalonym  zdarza się opuszczać zajęcia, zwykle chcą je odrabiać kiedy karnet stracił ważność, regulamin studia zabrania tego, ale nie ma sytuacji bez wyjścia …

Jest Was pięć. Stanowicie grupkę osób ściśle ze sobą współpracujących, między którymi musi istnieć porozumienie i muszą sprawnie przepływać informacje. Jak układają się na co dzień relacje między Wami?
Magda:
Współpracujemy ze sobą bardzo płynnie, bo tego wymaga specyfika studia, i chętnie, ponieważ bardzo się lubimy - przynajmniej takie jest moje odczucie. Oczywiście najbliższa jest mi moja Gosia. Jestem z niej dumna i bardzo dobrze mi się z nią pracuje - rozumiemy się bez słów.

Gosia:
Chociaż  „kobiety zmienne są”  - myślę, że stanowimy zgraną ekipę. Dogadujemy się między sobą i współdziałamy bezawaryjnie.

Ania:
Myślę, że współpraca układa nam się dobrze. Staramy się też jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki.

Marta:
Znam dziewczyny od paru miesięcy i z pewnością mogę powiedzieć, że są to bardzo fajne babeczki. Od samego początku bardzo mi pomagały. Myślę, że wzajemnie możemy na siebie liczyć. To ważne, gdyż wzajemne relacje przekładają się na pracę.

Gosia K:
Dziewczyny są fantastyczne! Niestety nie ma się do czego przyczepić…

Założycielami i liderami Dance Avenue są wielokrotnie utytułowani mistrzowie i wybitni fachowcy w branży tanecznej – Monika Grzelak i Przemek Wereszczyński. Wiem, że prowadzą tu dużo zajęć, współpracują z teatrami, uczestniczą w pokazach, sędziują na zawodach – ta lista jest długa, a wniosek jeden – zapracowani. Czy bywa z nimi trudno? Jakimi są szefami?
Magda:
Życzę wszystkim takich szefów!

Gosia:
Muszę uważać co mówię (śmiech). Monika z Przemkiem są szefostwem miłym, ciepłym, sympatycznym oraz przyjaznym. Wiedzą czego potrzebują i do tego dążą. I oczywiście są bardzo wymagający.
Ania: Znamy się już dość długo i czuję się praktycznie jak w rodzinie.

Marta:
Są bardzo sympatycznymi ale wymagającymi szefami. Zapracowani, biorą udział w wielu przedsięwzięciach. Jednak nawet w rozjazdach są z nami w ciągłym kontakcie. Sprawy studia są dla nich najważniejsze.

Gosia K:
W moim odczuciu Monika jest bardzo konkretna, poukładana, wie czego chce i do tego dąży. Przemek to typowy artysta ...

Przybliżyłyście nam bardzo atmosferę panującą w Waszym miejscu pracy. Na koniec powiedzcie, czy Wasza praca spełnia Wasze oczekiwania?
Magda:
To jest praca, do której idzie się z przyjemnością - to chyba wystarczy!

Gosia:
Muszę powiedzieć, że jak na pierwszą poważną pracę - jestem usatysfakcjonowana. W całym studiu panuje miła i przyjazna atmosfera. Zaczęłam spędzać tu połowę mojego życia. To mój drugi dom!

Ania:
Tak, uważam że ta praca spełnia moje oczekiwania. Mam ciągły kontakt z tańcem oraz ludźmi, którzy mają taką samą pasję jak ja.

Marta:
Głównym atutem tej pracy według mnie jest kontakt z niezwykle ciekawymi osobowościami.

Gosia K:
To zależy czy pytasz w kontekście tego momentu życia i tego konkretnego miejsca pracy czy w stosunku do reszty życia. Jeśli to drugie to wolałabym uprawiać pole przy moim małym domku w Grecji, ale jak na razie się nie zanosi… Poza tym chyba by mi się szybko znudziło (ha ha ha).

Bardzo dziękuję za rozmowę. Za jakiś czas zapytam Was o anegdoty z roztańczonej recepcji, więc zapamiętujcie wszystkie ciekawe wydarzenia.
(R.S.)







 

2 komentarze do tego wpisu

msc napisał o 21:46 w dniu 2009-05-20

wszystkie panie w recepcji sa super. podziwiam ich cierpliwość! moja ulubiona pani przyjmuje we wtorki rano w gdańsku :). klasa.

famous napisał o 9:55 w dniu 2009-11-02

Nie wiedziałem, że jest tak dużo pań w recepcji. Jak dotąd w Gdańsku i w Gdyni naliczyłem w sumie 3 :) Za krótko chyba jeszcze uczęszczam...

Dodaj komentarz

Imię / nick*
E-mail*
Strona WWW
Newsletter

Wpisz swój adres e-mail jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje.

Usuń mój adres z newslletera
banner rezerwuj online

Film dnia: