
Jedna z dziennikarek Echa Miasta powiedziała kiedyś, że Monika Grzelak to wizytówka studia Dance Avenue. Nie da się ukryć, że nie tylko męska część widowni docenia styl ubierania się Moniki. Dlatego postanowiliśmy ją namówić na damskie pogaduchy na temat mody.
LETNIE INSPIRACJE
Wywiad: Anny Uchman
W marcowym magazynie „In style” jako nieliczna z tancerek grających w kinowym przeboju „Kochaj i tańcz” prezentujesz modę. Do twarzy Ci w tej bieli.
Monika Grzelak: Dziękuję.
A jaki styl preferujesz na co dzień?
MG: Uważam, że strój powinien być dopasowany do wieku i stanowiska. Teraz mam na sobie luźne spodnie, klasyczną bluzkę i korale. Według Asi Czajkowskiej (tancerka Teatru Okazjonalnego-przyp.red.) reprezentuję tak zwaną sportową elegancję. Chyba coś
w tym jest, bo rzeczywiście, najlepiej czuję się w wydaniu kobiecym i zarazem komfortowym.
Wielokrotnie występowałaś w roli fotomodelki. Pozowałaś między innymi do magazynów takich jak Marie Clare. Które zajęcie jest według Ciebie bardziej wciągające: taniec czy modeling?
MG: Taniec jest bardziej twórczy. Modeling ogranicza kobietę do bycia żywym manekinem. Zazwyczaj koncepcja zdjęć nie zależy od modelki. Ja lubię mieć wpływ na swój wizerunek i efekt ostateczny. Kiedy wraz z Michałem Szlagą (fotograf-przyp.red.) realizowaliśmy projekt sesji na stronę studia, zajmowałam się wymyślaniem koncepcji artystycznej, ustalaniem póz i wyborem ścian w stoczni, gdzie robiliśmy zdjęcia. To dostarczało mi mnóstwa frajdy, dlatego wolałabym być fotografem.
Artystyczna z Ciebie dusza. To przez taniec zainteresowałaś się modą?
MG: Każda tancerka się tego uczy. Lubiłam śledzić trendy na parkiecie, a świat tańca towarzyskiego to prawdziwa rewia mody. Potem tworzyłam swoją wizję, którą następnie moja mama przerabiała na stroje. To było trudne zadanie, bo nie wystarczy wymyślić dekoltu sięgającego do pępka. Trzeba jeszcze dobrać materiał, ozdoby i opracować taki krój, żeby sukienka ładnie pracowała w ruchu, dobrze prezentowała się w światłach i na parkiecie. W tej chwili tę wiedzę przekazuję swoim formacjom. Sędziowie na turniejach oceniają nie tylko technikę, ale także estetykę, wygląd.
Oglądając Twoje i Przemka pokazy, odnoszę wrażenie, że Wasze stroje sceniczne zawsze są idealnie zgrane z makijażem i fryzurą, a przede wszystkim z muzyką i choreografią. Kto jest ich pomysłodawcą?
MG: Współpracujemy z projektantami z trójmiasta. Bardzo cenię Jolę Słomę i Mirka Trymbulaka, którzy pomagali nam przy opracowaniu wizerunku scenicznego do pokazu „Swing Thing” i spektaklu „D-KOD-R”. Ostatnio miałam sesję zdjęciową do nowego show „3x Noir Danse”, w którym gram z Asią Czajkowską. Czarne suknie, rzęsy z piór, peruki
i druciane konstrukcje na głowie są jej pomysłem, a wykonanie należy do Iwony Kryszak. Właśnie to jest najbardziej fascynujące w tańcu: mogę się zmieniać, wcielać w różne postacie. Scena pozwala na takie zachowania.
Czy przed treningiem zastanawiasz się, co na siebie włożyć?
MG: Zdarza się, że tak. Zależy jakie zajęcia mam akurat prowadzić, czy po raz pierwszy pracuję z daną grupą, czy jestem na kongresie. Zazwyczaj cenię sobie komfort i biorę z szafy, co mi się nawinie pod rękę. Warto jednak pamiętać, że strój pozwala lepiej poczuć daną technikę. Na zajęcia salsy warto założyć spódnicę, na jazz coś swobodnego, a na hip hop bluzę z kapturem.
Może polecisz czytelniczkom jakieś triki na wydobycie kobiecości?
MG: Stosuję bardzo prostą zasadę: kobieta powinna być kobietą.
To znaczy?
MG: Eksponowanie tego, co ładne, ale nie odkrywanie wszystkiego. Strojem pokazujesz swoją osobowość i szacunek do ludzi. Moda to także sposób pokazania fantazji, dlatego biorę z niej to, co mi się podoba w danym sezonie. Stawiam na eksperyment. Ostatnio mam fazę na kiczowate kolczyki, które namiętnie zbieram. Kupiłam sobie też plastikowy różowy kwiatek, i sama jestem zdziwiona, jaką furorę zrobił na Primaverze. Poza tym sposób ekspresji kobiecości powinien być dopasowany do wieku. W opinii młodzieży nie noszę się jak ziomalka, ale będąc właścicielką studia nie mogę pojechać na spotkanie w dresach i adidasach.
Definicja kobiecości według Moniki Grzelak?
MG: Połączenie subtelności z wewnętrzną siłą i byciem świadomą swoich potrzeb. Kobieta ma głaskać wyglądem, to ona nadaje charakter przestrzeni. Siła i ciepło dają interesującą osobowość, a to przyciąga ludzi.
Zgadza się. Dziękuję za rozmowę.
(AU)
famous napisał o 23:36 w dniu 2009-09-09
"Kobieta ma głaskać wyglądem, to ona nadaje charakter przestrzeni" - To bardzo piękna definicja kobiecości (jej fragment). Od razu można dostrzec artystyczną duszę pani Moniki.