W tańcu nie potrzeba słów

25wrzesień
2009
The Salsa Kings Kategoria: Instruktorzy zobacz inne wpisy autora

Na Dance Avenue dbamy nie tylko o wasz rozwój fizyczny ale też duchowy. Specjalnie dla nas Ania Mrozińska opowiada o swoich szkoleniach poza granicami Polski. Tekst zupełnie surowy ale przekazujący moc pasji i doświadczeń jakie Ania przeżyła. Niech on będzie dla nas wszystkich inspiracją i motywacją...

9 lipca - długo oczekiwany dzień ( mniej więcej pół roku :) ) poleciałam z przyjaciółmi do Paryża na 3 tygodnie oczywiście w celu doskonalenia swoich umiejętności tanecznych. W tym czasie w paryskim studio harmonic, odbywały się 3 tygodniowe międzynarodowe warsztaty taneczne, zostali zaproszeni instruktorzy z różnych stron świata.

Na początku planowałam 2 tygodnie intensywnych zajęć tanecznych (3-4 lekcje dziennie) a ostatni tydzień - wakacje, zwiedzanie, odpoczynek. Oczywiści troszkę się plany pozmieniały w trakcie. W studio harmonic, spedziłam tydzień czasu biorąc udział codziennie w 4 zajęciach , były to głównie zajęcia z techniki jazz/modern jazz , zdarzyło mi się również pójść na hip hop ( raz :-) miałam ochotę wybrać się na salsę - jednak zabrakło mi odwagi :) Szkoliłam sie pod okiem nauczycieli z Francji (Vincent Ansart, Lionel Amadote, Fabrice Cazaux,Michael Cassan) oraz z USA ( Erica Sobol, Christopher Huggins - Alvin Ailey Dance Theater). Na początku nie ukrywam trochę się denerwowałam, nie wiedziałam na jaki poziom zaawansowania pójść na zajęcia, więc wiadomo wybrałam poziom średni, jednak bardzo szybko podniosłam sobie poprzeczkę wyżej i wybierałam grupy zaawansowane)

Tydzień to nie wiele, jak znajdę chwilę czasu, to chętnie wybiorę się ponownie do Paryża. Zdarzało się ,że instruktorzy pytali się nas skąd przyjechaliśmy i chwalili za dobry poziom :-) Grupa z Polski była liczna, pojechalismy ekipą 4 osobową a na miejsu okazało się, że minimum 20 osób to Polacy .

Jedne zajęcia utkwią mi w pamięci do końca życia a mianowicie jazz z Christopherem Hugginsem z NY.

Wchodzę do studia, biore bilecik na zajęcia , wchodzę na sale a tam 40 osób... w pierwszej chwili przerażenie ...ale później myślę sobie chyba dobrze wybrałam jeśli jest takie zainteresowanie :-) i nie pomyliłam się, zajęcia doskonałe ...Cisza totalna, tancerze na wysokim poziomie, moje rozciągnięcie wcale mnie nie wyróżniały, był tancerz z teatru Alvina Ailey, to jak on podniósł nogę, to ja przy nim jestem słaba :) Lekcja cudowna, niesamowicie trudna technicznie, choreografie wspaniałe...

Jednak tydzień szybko minął. Moi przyjaciele zostali w Paryżu na kolejny tydzień szkolenia w studio harmonic , a mnie porwało dalej :-)Jean Claude Marignale - mój pierwszy nauczyciel (warsztaty w Kielcach) zaproponował mi wyjazd do miejscowości Mansle - 4h od Paryża , tam odbywały się tygodniowe międzynarodowe warsztaty taneczne, powiedział mi,że będzie bardzo dużo różnych bardzo dobrych nauczycieli z różnych technik tanecznych i że warto pojechać, troche sie wahałam, przyjaciele w Paryżu , a ja mam jechać nie wiadomo gdzie , tak daleko ...jednak nie byłabym sobą gdybym nie pojechała :)Tak więc pojechaliśmy.

Na miejscu okazuje sie, że jest 400 uczestników warsztatów !! Mieszkałam razem ze wszystkimi tancerzami. Coś w stylo hostelu, było pare takich punktów, codziennie rano przyjeżdzał autobus i zawozil nas na miejsce zajęć.

Nie wiele było osób rozmawiających po angielsku, tak więc lekko nie było :) jednak w tańcu nie potrzeba słów więc dawałam radę, uczestniczyłam w zajęciach z jazzu, modern jazzu, jazz rocku i contemporary .

Czyli kolejny tydzień po 4 zajęcia dziennie, oczywiście miałam kryzys w pewnym momencie, jednak szybko sie pozbierałam, bo przecież w końcu po to tam jechałam,żeby jeszcze więcej się nauczyć.Dni upływały miło i przyjemnie, na lekcjach na poziomie sredniozaawansowanym było po ok 200 tancerzy na jednej sali, coś niesamowitego, nigdy wczesniej nie spotkałam się z czymś takim, na poziomie zaawansowanym oczywiscie ludzi troszke mniej. Na zajęciach u Jean Claude Marignale pełniłam role drugiej asystentki (była Audrey, jego asystentka z Paryza) co bardzo motywowało mnie do pracy, zawsze z przodu w pierwszym rzędzie, wiedziałam, że luzie mnie obserwują, wszyscy wiedzieli, że jest jedna Polka wśród 400 Francuzów, więc tym bardziej wzbudzałam zaintereswoanie.

Warsztaty kończyła się spektaklami na scenie. Wszystkie grupy ostatniego dnia od rana miały próby, żeby wieczorem na koniec szkolenia zaprezentowały to, czego nauczyły się w ciągu szkolenia. Miałam przyjemność występowania w 2 grupach. Jazz rock i jazz  w choreografi Jean Claude Marignale ...

Na próbie nie było lekko.... wiele uwag bezpośrednio do mnie od instruktora, nie ukrywam, że bardzo się denerwowałam, choreografia jazzowa rozpoczynała się od mojego solo....później tańczyłam z jego asystentką i sukcesywnie dochodziła reszta grupy.Występ był bardzo udany, sądząc po brawach jakie zebrała nasza grupa na koniec występu. Nie zwykle miło zrobiło mi się, kiedy to ludzie po występie podchodzili bezposrednio do mnie i gratulowali występu, nawet padły pytania czy tańczę w zespole tanecznym Jean Clauda, co spowodowało, że poczułam się bardzo doceniona i wyróżniona. Jednak znowu coś się skończyło i wróciliśmy do Paryża i tak ostatni tydzień spedziłam na zwiedzaniu i odpoczywaniu (wszystkie studia tanca na koniec lipca były zamkniete )

Po powrocie do domu (30 lipca) trzeba było szybko wrócić do rzeczywistości i przygotować się do obozu sportowego z moimi małymi gimnastyczkami
( Bytów 6-14.08) A następnie okres pomiedzy 15 -22 lipca spędziłam na kolejnych warsztatch tym razem w Poznaniu :) Gdzie oczywiście 3 zajęcia dziennie ( jazz rock, modern jazz, tradycyjnie u Jean Claude Marignale i lyrical jazz u znanego już chyba wszystkich tancerzom z DA Jose De La Cruz)

Oczywiście było mi mało po Poznaniu i pojechałam na kolejne warsztaty , tym razem do Zakopanego również z moim mistrzem Jean Claudem Marignale na 4 dni szkolenia dla zamkniętej grupy tancerzy, tam już pełniłam rolę asystentki numer jeden :) ( innej nie było :-)

Kolejne nowe doświadczenie , tancerze z tej grupy tanecznej prezentowali wysoki poziom , więc ja stojąc sprzodu nie mogłam być od nich gorsza :) także pełna mobilizacja jak zwykle.

No i tak to po Zakopanem była akcja Let's dance jazz na Dance Avenue z naszymi wspaniałymi instruktorami (Jose i Jean Claude ), które cieszyły się dużym zainteresowaniem, dużo pozytywnej energii , zadowolenie tancerze i instruktorzy ...

I o to jak mineły mi " wakacje" :)warsztaty zakończyły się 31 sierpnia. I od września powrót do pracy z gimnastyczkami oraz w naszym studio D.A., nie ukrywam ,że pod koniec byłam juz potwornie zmęczona, jednak szybko się zregenerowałam i pełna energii wróciłam do pracy.

A.M

Wykorzystano zdjęcie ze spektaklu D-KOD-R fot. Ł. Unterschuetz
oraz prywatne A. Mrozińskiej

 

brak komentarzy do tego wpisu

Dodaj komentarz

Imię / nick*
E-mail*
Strona WWW
Newsletter

Wpisz swój adres e-mail jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje.

Usuń mój adres z newslletera