
Na Dance Avenu tancerze rozwijają skrzydła nie tylko na parkiecie czy teatralnej scenie ale przelewają swoje artystyczne pasje także na papier. Kilka miesięcy temu zorganizowaliśmy drugi konkurs na Blogera D.A. Chcielibyśmy dzisiaj "ujawnić" talent jednej z naszych dorosłych kursantek - Agaty Maninskiej. Zapraszamy do rozszerzenia...
...nigdy nie tańczyłam salsy. Pamiętam sprzed lat wielu nagły szał, który ogarnął chcących poruszać się w rytm tej muzyki – szturm na sale, gdzie można było nauczyć się tego tańca. Nagła, dla mnie niespodziewana moda ogarnęła również znajomych, których nie podejrzewałam o jakiekolwiek zainteresowanie tego rodzajem ruchu. Chodzili na kursy, ćwiczyli kroki, powtarzali całe sekwencje w domu, a nie chodzący na salsę -tacy jak ja- patrzyli z niedowierzaniem i odrobiną zazdrości, że to jest dla nich „to”.
...ja nigdy nie tańczyłam salsy i ogromnie żałowałam, że to nie tango jest modne, nie rumba, ale salsa właśnie. Wydawało mi się, że to taniec pozbawiony „pazura”, dramatyzmu, głębi. Takie tam radosne ruchy bioder, na dodatek słabo widoczne u początkujących, a nawet bardziej zaawansowanych fanów tego tańca. Nie rozumiałam tego „pospolitego ruszenia”. Jose Torres w studio telewizyjnym, syn Jose Torresa w roli syna, wywiad z żoną – a jakże – Jose Torresa. Dopadła mnie wręcz lekka „josetoressofobia”.
myślałam, myślalam i ...wymyśliłam teorię na własny domowy użytek, skąd to salsowe szaleństwo, które nagle opanowało Polaków. Otóż brak nam słońca, radości, od października do marca toniemy w mroku i popędzamy życie tylko po to, „aby do wiosny”, do światła, do ciepła... A salsa to słońce właśnie, radość, której nam na co dzień brakuje, uśmiech, szaleństwo...
uspokojona własną teorią z większym zrozumieniem zaczęłam spoglądać na ogarniętych salsowym szaleństwem rodaków i ... nadal nie tańczyłam salsy.
upłynęło trochę czasu, parę siwych włosów przybyło, życie toczyło się swoim rytmem, aż którejś niedzieli przykuł moją uwagę plakat przyklejony na jednej ze ścian budynku AWF-u. Znudzona oczekiwaniem na synka, który odbywał swoją cotygodniową lekcję pływania, przeczytałam napis: „Danceavenue”. Brzmiało nieźle, a ja od lat szukałam szkoły tańca.. Plakat kusił, wabił, spokoju nie dawał, więc postanowiłam zaryzykować.
miejsce wydało mi się wręcz stworzone do tego rodzaju przedsięwzięcia, miła pani w recepcji, wystrój, piękne akwarium, muzyka dobiegająca z wnętrza sali. Czułam się jak odkrywca nowego lądu – swojego tanecznego lądu. Ale jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że „Danceavenue” to przede wszystkim szkoła salsy, prowadzona przez wicemistrzów świata salsy właśnie. O nie. Ratunku! Na pomoc!! To n i e m o ż l i w e !!! Ja przecież nigdy nie tańczyłam salsy i nie chciałam jej tańczyć. Na złość całemu światu, który szaleje w jej rytmie. Bo... bo nie i już! Jak to możliwe, że tak się pomyliłam? Czyli to jednak nie mój ląd obiecany, nie moja odskocznia od monotonii życia, nie moje rybki w akwarium?!
pot, wysiłek i nieumiejętność wykonania większości ćwiczeń w innym miejscu, w innej szkole byłyby czymś, o spowodowałoby moją rezygnację. Nie wiem, czy to muzyka, do której ćwiczymy, atmosfera szkoły, która tętni życiem nawet w najbardziej ponury wieczór, osobowość prowadzącego, którego niespożyta energia i uśmiech zarażają, czy może jednak wspomniane rybki spowodowały, że walczę ze sobą i z własną słabością w każdy wtorek i nie chcę przestać. Zostałam. Zassałam. Trwam w szkole salsy ku swojemu niesłabnącemu zdumieniu i nadal... nigdy nie tańczyłam salsy.
(Agata Manińska)
aisa napisał o 15:56 w dniu 2010-02-12
gratuluje i bardzo dobrze rozumiem-,mam podobne doświadczenia .Długo trwało zanim zapisałam się na taniec, a teraz tańczę różne style i mimo wieku już nie młodego ,bawię się znakomicie, a moi znajomi z pracy patrzą na mnie z niedowierzaniem i zazdroszczą ,ale nie tańczą ;)
Natasza napisał o 18:51 w dniu 2010-02-12
I ja cie rozumiem. Mnie też zauroczyły i "zassały" Izolacje Przemka. Po za tym atmosfera szkoły jest genialna i z przyjemnością czeka się na następne lekcje.
Aga napisał o 8:39 w dniu 2010-02-26
skąd Ja to znam ;) Wczoraj była moja pierwsza w życiu lekcja tańca-salsy,wymiękałam na parkiecie,zgrzybiałe ciało nie chciało słuchać ;) Nie poddam się! Dziś też ide powalczyć z tym koślawym odbiciem w lustrze ;)
Basia napisał o 11:29 w dniu 2010-04-10
W tym tygodniu, z powodu świąt nie było lekcji Salsy (tej poniedziałkowej, uczę się u Kuby) i przyznam szczerze, że strasznie mi jej brakuje. czuję jakąś pustkę. i choć sądząc po waszych opisach, jestem nieco młodsza, to i tak was rozumiem, z niecierpliwością wyczekuję kolejnych lekcji. pozdrawiam